RSS
wtorek, 30 listopada 2010
"Drink play f@#k"

Elizabeth Gilbert ... z pewnością wiele osób skojarzy od razu tytuł Jej książki „Jedź, módl się i kochaj”. Sporo sprzecznych opinii czytałam na temat owej pozycji i w końcu omamiona „empikową” reklamą przy tzw okazji kupiłam. Chciałam sama na własnej skórze i dzięki własnym, niestety już podwójnym oczom zasmakować podróży po 3 krajach. Fajnie było i nie żałuję,  miło spędziłam czas. Bez wielkich zachwytów i fascynacji, najnormalniej w świecie podobała mi się, tak jak ta torebka, którą wczoraj widziałam na wystawie sklepowej. Nie wpadłam jej od razu kupić, ale wzór i kolor krążą po głowie.

No ale teraz drodzy Odwiedzający mam niespodziankę, na rynku amerykańskim i polskim też pojawia się męska odpowiedź na wspomnianą przeze mnie książkę „Drink Play F@#k” autorstwa Andrew Gottlieb. Nie to nie ja powstawiałam te znaczki po literce F w tytule, tzn. ja, ale tylko dlatego, że dokładnie tak wygląda tytuł na okładce. Podobno żadne amerykańsko wydawnictwo, nie chciało wydrukować w pełni brzmiącego tego słowa na F, a niby taka tolerancja, wyzwolenie i te wszystkie inne modne słowa. No cóż, bajka o szczęściu w Ameryce chyba dawno się skończyłam więc dziwić się nikt nie będzie. W Polsce tytuł  brzmi „Pij, Graj i używaj” co oczywiście też nie zrobiło na mnie większego wrażenia, nie sądzę, żeby ktoś odważył się na oryginalne tłumaczenie.

Sam autor mówi tak „Moja książka to w 72% parodia „Jedz, módl się , kochaj”, 27% to spostrzeżenia, jak różnie mężczyźni i kobiety rozwiązują problemy, a 1 % to pomysł jak szybko zarobić niezłą kasę” – ciekawe prawda?

Książka podobnie jak ta od której wszystko się zaczęło jest podzielona na 3 części:

1 cześć to Dublin do którego bohater trafia by pozbyć się byłej żony z pamięci i poskładać złamane serce.  Na dzień dobry bohater wypija niewyobrażalną ilość alkoholu, mieszankę doskonałą:  guinness, irlandzka whiskey, bacardi brezerek i jeszcze wino. Nie, nie sam - ze studentką z Włoch, Ona wypiła to samo i w tej samej ilości „ w tym momencie to naprawdę loteria, kto na kogo pierwszy zwymiotuje”. Gottlieb nie szczędzi nam opisów kultury irlandzkiej podobnie jak Gilbert czyniło to z kultura włoską.

2 cześć to Las Vegas nie trudno zgadnąć zabawi się w kasynie i pogra co nieco aby filozoficznie porównać życie do koła ruletki, a siebie do piłeczki.

3 część to Tajlandia w której wreszcie Bob sobie odpocznie i to jak! Wg zapowiedzi to przy okazji tego odpoczynku my jako czytelnicy doczekamy się wreszcie okładkowego „f@#k” z córką ambasadora Indii w Japonii.

 

Nie zdradzę Wam reszty i  nie chcę też nic mówić o zakończeniu jakie zaserwuje nam Gottlieb, nie chce nikomu zabierać radości czytania. Sama niechcący się jej pozbawiłam bowiem artykuł dotyczący wspomnianej książki znalazłam w najnowszym wydaniu extra „Wysokich Obcasów”, uwielbiam, kocham i pożądam każdy zarówno sobotni jak i świętalny numer tej gazetki.





13:28, tajemnica33
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 29 listopada 2010
Ocalić od zapomnienia ....

Za oknami przepiękne widoki niczym z ruskiej bajki. Wystarczy kubek gorącej kawy i ciepłe skarpety a świat wydaje się jeszcze piękniejszy a z pewnością cieplejszy. Zdecydowanie należę do typów ciepłolubnych. No ale ja nie o tym ....

ja o Zafonie dziś chciałam a tak na prawdę o przecudnej książce pt "Cień Wiatru". Recenzji nie napiszę, bo chyba się nie da, a poza tym nie chcę. Wolałabym takie luźne myśli rzucone gdzieś tam na klawiaturę ;) Jestem, że tak powiem świeżo po, więc w głowie biegają tysiące myśli i wcale nie zamierzają się poukładać w całość. Nie dają mi spokoju a emocje są w podobnym stanie. Ja nie wiem czy to normalne, że przyzwoita (mam nadzieję) 30sto latka, z dzieckiem, mężem i psem może aż tak zachwycać się książkami? Zarwane noce, naczynia w zlewie czekają na zmiłowanie, kwiatki wołają o wodę, pies ze smyczą w zębach czeka na litość właścicielki. Czy Wy tez tak macie? czy ja całkowicie zbzikowałam?

Odkąd odłożyłam "Cień Wiatru" nie daje mi spokoju jedna zasadnicza myśl i wiem, że nikt nie zrozumie mnie bardziej niż inne osoby czytające (bo wśród znajomych nie czytających jestem postrzegana jako swoiste dziwadło) otóż, czy znaleźliście w swoim życiu książkę, którą warto ocalić od zapomnienia? Ja wiem, cała masa księgarń, portali dba o to w naszym i nie tylko imieniu, ale chodzi o książkę taką, która nigdy nie była popularna. O której nie było głośno? Mnie żadna nie przychodzi do głowy i strasznie się z tego powodu męczę.


Bardzo pasuje mi do tematu. Czy jeszcze w ogóle Ktoś tego słucha? 

http://www.youtube.com/watch?v=de0H_WqxZIQ



13:57, tajemnica33
Link Komentarze (2) »
List

Stowarzyszenie

Juliet Ashton                                                                                        21 listopada 2010
Domek przy Wielkim Domu
St. Martin's Guernsey

Szanowna Pani!
Na wstępie chciałabym wspomnieć, iż nie pisałam listu odręcznie dobrych 15 lat. Teraz żyjemy w czasach, w których długopisy zamieniliśmy na diabelskie maszyny, na których wystukujemy literki i one pojawiają się już za chwilkę u odbiorcy. Chciałabym z całych sił jednak napisać do Pani w tradycyjny sposób, co też czynię z wielka przyjemnością.
Droga Juliet, nie wiem czy znajdę słowa, które mogłyby wyrazić moją wdzięczność i wielkie podziękowanie dla Pani za chwile spędzone ze Stowarzyszeniem Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Każde słowo, które wymieniliście ze sobą głęboko przeżywałam, cieszyłam się razem z Wami i płakałam, wściekałam się a nawet chciałam biec z pomocą. Powiem Pani w zaufaniu, że ja też bym odrzuciła te zaręczyny, chciałam wtedy Panią uściskać z radości, bo byłam pełna obaw o Panią.
Jestem pełna podziwu dla Stowarzyszenia za odwagę, wytrwałość i pomysłowość, a także za tolerancję i ogromne zaufanie. My w dzisiejszych czasach cierpimy na brak tych wszystkich cech, ludzie nie szanują książek, nie kupują ich pomimo tego, że można je nabyć wszędzie, chyba szkoda im pieniędzy. Dzięki Pani jestem jednak prawie pewna, że nigdy nie zaniknie rodzaj ludzki kochający książki, nie ma takiej siły, która mogłaby zniszczyć to wspaniałe uczucie bo przecież "Czyta się po to, by nie zwariować".
Jestem Pani ogromne wdzięczna, że zechciała się Pani podzielić z innymi tymi wszystkimi wspaniałymi historiami niesamowitych ludzi. Pokazała Pani wojnę z tej drugiej strony, ja nie wiem czy lepszej czy gorszej, ale wiem na pewno, że wzruszającej do bólu a nawet wstrząsającej.
Droga Pani Juliet bardzo proszę w moim imieniu pozdrowić wszystkich członków Stowarzyszenia, a szczególnie Dawseya (Pani wie dlaczego akurat Jego). Wielkie buziaki dla małej gwiazdeczki Kit. Mam nadzieję, że Spohie urodziła zdrową i śliczną dziewczynkę. Raz jeszcze dziękuję.

Szczerze oddana
Wierna Czytelniczka.

P.S.
Od dziś moim marzeniem jest podróż statkiem na Gurnsey.


Nie mogłam inaczej ... najpierw napisałam odręcznie, a teraz po prostu przepisałam.
11:33, tajemnica33
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 15 listopada 2010
Szepty wspomnień
Czasami człowiek zachowuję się dziwnie, a szczególne prawo do „dziwnego zachowania” jakby z urzędu mają kobiety. Patrząc bardzo stereotypowo niestety nikt mi nie zaprzeczy. Jestem 30stką, chociaż nigdy w życiu nie sądziłam, że będę aż tak stara :) Mam szczególną zdolność pakowania się w różne tarapaty, zarówno ja jak i moje koleżanki rówieśniczki.
Po co ja to mówię? Przed chwilą zamknęłam książkę Marii Venturi pt. „Szept wspomnień” i te wszystkie powyższe myśli to właśnie dlatego. Bohaterką książki jest kobieta po 30stce Linda, z całym bagażem doświadczeń i z dodatkowym plecakiem goryczy po dwóch nieudanych małżeństwach. Na dodatek w reklamówce niesie problemy z dorastającą córkę a w drugiej ręce targa niepewność z powodu jeszcze nie do końca zaadoptowanego syna. Typowa „matka polka”, na pierwszym miejscu dzieci a w tle cała masa problemów dobijających. Nic nadzwyczajnego, zwykła historyjka jakich pełno, wplata się tam też w międzyczasie przyjaciółka psycholożka, która co prawda służy dobrymi rodami, ale kto w wieku 30stu lat słucha rad? (to taki drugi bunt nastolatki, wiem coś o tym). Gdyby jednak ktoś śmiał stwierdzić, że problemów jest za mało lub są, że tak powiem „z cienkiej rury” to Linda niechcący (naprawdę!) poznaje młodszego od siebie o 8 lat! Matteo. W tym momencie zaczyna się walka rozumu z sercem, a wcześniejsze problemy wcale nie stają się lżejsze i wbrew pozorom wcale się nie ulotniły. Kto wygrał, jak myślicie? Serce czy rozum? A może podpisali ugodę?
Teoretycznie banalna książeczka o wszystkim i niczym, ale mnie się podobała, może dlatego, że jestem 30stką i wiem jak to jest .... i wiem, że czasami ma się serdecznie dość, na szczęście moje problemy są (chyba!) mniejszego kalibru, ale miło było pomarzyć o młodszym o te 8 lat Facecie, pomimo tego, że zdecydowanie wolę starszych.
Polecam, a co! Tak do kubka kawy i do lampki czerwonego wina, dla podkreślenia smaku i nie tylko dla 30stek.

Szepty

 

 

Złota myśl z "Szeptów wspomnień":
"Uczucie, które zostaje po miłości, jest bardzo kruche, wystarczy nowa miłość, żeby je odegnać".

13:39, tajemnica33
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2