RSS
piątek, 24 grudnia 2010
Wesołych :)
Święta już pukają do drzwi, zapachy roznoszą się po całym domu, choinka ubrana stoi dumna w salonie .... jeszcze tylko ostatnie zakupy, jeszcze tylko zapakować prezenty i troszkę czasu poświęcić na gotowanie i już ....


Wszystkim Odwiedzającym życzę wspaniałych Świąt, przepełnionych miłością i radością ....
WESOŁYCH ŚWIĄT


Póki jeszcze nie zadomowiłam się tutaj na dobre zdecydowałam się na małą przeprowadzkę.
Teraz możecie mnie znaleźć tutaj http://tajemnica33.blogspot.com/

09:02, tajemnica33
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
Gorąco

Agnieszka Podolecka autorka książki pt „Żar Sahelu” jest osobą, która zna kulturę RPA. Żyła tam i mogła na własnej skórze przekonać się jak wygląda tam codzienność.  Medytowała pod czujnym okiem szamana a także poznała naturalne metody uzdrawiania.  Od dzieciństwa fascynowała się odmiennymi religiami i kulturami co zaowocowało wydaniem dwóch książek. Miałam szczęście przeczytać jedną z Jej książek dzięki serwisowi nakanapie.pl.

„Żar Sahelu” to bardzo sympatyczna powieść o miłości, przyjaźni, życiu i tolerancji.  

Tak naprawdę bohaterkami powieści są trzy kobiety, pochodzą z różnych epok a jednak życie napisało taki scenariusz, że ich losy w niesamowicie magiczny sposób połączyły się.  Bella wraz ze swoją mamą żyją w XXIw uprawiają jogę, medytację a nawet  rozmawiają z duchami, nie pachnie to jednak banałem, jest podane w taki sposób, że czytelnik otwiera szerzej oczy zwracając uwagę na duchowość, religie i kulturę. Ojciec Belli  dostaje propozycję kolejnego wyjazdu, tym razem ma objąć stanowisko ambasadora Mali. Po krótkim namyśle rodzina decyduje się i wyjeżdżają, aby zamieszkać w zupełnie nowym miejscu. To właśnie tam, na obcym lądzie Bella, młodziutka dziewczyna poznaje w nieprawdopodobny sposób Elizabeth. Ich losy zaczynają łączyć się ze sobą tworząc historię, jakiej nikt do tej pory nie wymyślił. Magia zaczyna splatać się z rzeczywistością, szamani i ich moc przewidywania przyprawiają nas o dreszczyk emocji a miłość pokazuje prawdziwe oblicze nie zapominając o dobrych manierach i przyzwoitości. Piasek z opisów przyrody zaczyna zgrzytać w zębach czytelnikowi, to wszystko sprawia, że nagle zapominamy o wszystkim co jest dookoła i zaczynamy dostrzegać to co do tej pory było zupełnie niezauważalne, nagle rozumiemy, że „Wystarczy widzieć. Nie patrzeć lecz widzieć”.

Autorka w na prawdę miły i delikatny sposób dzieli się z czytelnikiem swoją fascynacją i miłością do przyrody. Wielu ludzi Afryka przeraża, wielu z nas zna ją tylko z opowiadań, programów telewizyjnych lub z lekcji geografii. Pani Podolecka oswaja nas z tą „dziczą”, nie omijając jednak faktycznych niebezpieczeństw i trudności  „Przyrodzie należy dać taką samą szansę jak człowiekowi. Nigdy nie wiesz, czy zupełnie obcy człowiek nie stanie się twoim przyjacielem”.

Mamy okazję spojrzeć także na życie rodziny dyplomatycznej. Pomimo swojej kultury, swoich przyzwyczajeń należy dostosować się do warunków panujących w danym kraju. Kobieta musi pogodzić się z faktem, iż nie będzie traktowana po europejsku, musi choć po części przyjąć nawyki i zasady panujące dla ogółu. Zastanawiające jest to, że rodziny godzą się na życie w zamkniętych osiedlach.

Moim zdaniem „Żar Sahelu” skierowany jest przede wszystkim do Kobiet. Nie jest typowym romansem ale nie można jej także zaklasyfikować jako książki podróżniczej. Jest swoista mieszanką gatunkową, która zapada w pamięci i pozostawia po sobie sympatyczny ślad.

Czytając miałam czasami wrażenie, że spotkałam się z unowocześnioną wersją „W pustyni i w puszczy”. Bardzo miło spędziłam czas i żałuję, że tak szybko rozstałam się z afrykańskimi klimatami.

Tagi: Afryka
19:56, tajemnica33
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 grudnia 2010
Zdyszana
Mogę wszem i wobec oświadczyć, iż wystartowałam w biegu do ogarnięcia Świąt.
Na 1 miejscu postawiłam prezenty. Nauczona doświadczeniem z poprzednich lat chciałam mieć to za sobą na wstępie. Ceny są kosmiczne a wybór czegoś sensownego szczególnie dla dzieciaków graniczy z cudem. Nie mniej jednak udało się, plan został wykonany w 80%. Został jeszcze tylko jeden dzieciak :)

2 miejsce to sprzątanie. Zamierzam już dziś przystąpić do realizacji tego punktu. Przygotowałam worki, ja na prawdę obiecuję, że tym razem nie będę nic zostawiała na gorsze czasy, ja zrobię totalne porządki i nie zadrży m ręka. Zyskam przez to miejsce w szafkach a tego potrzebuje bardzo! Niech mi Ktoś powie, że też ma problem z wyrzucaniem starych ubrań, rzeczy.

Kupiłam cudowne proszki i płyny, które w moim domu tracą magiczną moc. W TV one niemal same myją, piorą i szorują. Ja zaczynam zmagania sama i wcale te wszystkie cudowności nie mają magicznej mocy. Wy też macie ten problem?

3 miejsce ubieranie choinki, strojenie domu i podwórka. Na szczęście przy tym punkcie ja jestem tylko dyrygentem :) Jak ja to lubię! Moi Chłopcy biegają z łańcuchami, świecidełkami i lampeczkami a ja używając prawej i lewej ręki (czasami pomagam sobie nogami) wskazuję kierunki krzycząc nie tu!!! tam!!! z tej drugiej strony!!!

4 miejsce jedzonko. Przy realizacji 4 punktu zamykam się w kuchni i oddaję się pasji tworzenia. Lubię, nawet bardzo jak pachnie sernikiem i bigosem. Wszystkie zapachy wydobywają się najmniejszymi szczelinkami przywołując do kuchni moich Chłopaków :)
Parę ładnych lat temu wprowadziliśmy małą rodzinną tradycję polegającą na pieczeniu ciasteczek. Przróżne kształty i bardzo kolorowe wzorki to specjalność mojego syna. Obawiałam się, że z wiekiem Mu to przejdzie, na szczęście nadal domaga się podtrzymywania tradycji.

Pozostało mi już mało czasu, kurde! Mam nadzieję, że dobiegnę na czas i w nagrodę otrzymam wolną kanapę przy choince.
08:24, tajemnica33
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 grudnia 2010
Miseczka mleka
„Miłość przez małe m” to opowieść o drobiazgach dnia codziennego, na które nie zwracamy uwagi a „niechcący” to właśnie one mogą okazać się bardzo ważnymi w naszym życiu. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że zostałam obdarowana przepiękną bajką, taką w wydaniu dla dorosłych. Doskonale wiedziałam, że wszystko będzie dobrze, że tutaj nie może wydarzyć się nic złego i dzięki temu miałam poczucie spokoju, co sprawiło, że czytanie okazało się niesamowitą przyjemnością.

Głównym bohaterem jest Samuel, singiel 37latek, akademicki nauczyciel literatury, który prowadzi bardzo ustabilizowane i monotonne życie. Typ totalnego samotnika, żadnych przyjaciół, znajomych, życie towarzyskie poniżej kreski, ogranicza się jedynie do sporadycznych spotkań z siostrą. Pewnego dnia, w magicznym czasie noworocznym na progu Jego mieszkania pojawia się „potwór” w postaci małego kotka. Samuel wcale nie był zachwyconą wizytą nieproszonego gościa, ale nie spodziewał się jaki ciąg wydarzeń nastąpi zaraz po tym jak kot u Niego zamieszka. Poznaje swojego sąsiada, mieszkającego piętro wyżej Tytusa, następnie spotyka swoją miłość z lat dziecinnych – Gabrielę, a w międzyczasie zaprzyjaźnia się także z dziwnym typem przesiadującym w kawiarnianym ogródku o imieniu Valdemar. Te wszystkie postacie w dziwny aczkolwiek smakowity i jednocześnie magiczny sposób mają wpływ na losy Samuela, którego samotność nagle staje się „bardzo zatłoczona”. Ciąg przeróżnych zbiegów okoliczności zmienia nie tylko życie naszego bohatera, ale także Jego sposób patrzenia na świat. Wbrew pozorom historia miłosna staje się tłem całej powieści o tym wszystkim, o czym w pędzie dnia codziennego zapominamy. O przyjaźni, rozmowie, potrzebie bycia z drugim człowiekiem i o tym, że najmniejsze drobnostki dnia codziennego dla drugiego człowieka mogą znaczyć bardzo wiele, niewyobrażalnie wiele.

Nie sposób nie zwrócić uwagi na okładkę tej książki. Jest tak ciepła i miła, że chciałoby się ją przytulić. Bardzo pasuje do treści, formy i całej zawartości, nie mogła być lepsza, nie mogła być inna, po prostu pasuje idealnie. Nie mniej jednak Ci, którzy oczekują kociej opowieści zawiodą się, kotek jest tylko deserem w całej zawartości i tak jak lekko wystawia łebek z buta, dokładnie w taki sam sposób ukazuje się w całej powieści, tak jakby przez przypadek.
Podsumowując książkę można zaliczyć do udanych zważywszy na fakt, iż autor jest młodym pisarzem, a powieść tego typu jest pierwszą w Jego dorobku twórczym. Dwie poprzednie książki różniły się tematyką od „Miłości przez małe m”, być może Pan Francesc Miralles jeszcze nie raz zaskoczy nas jakąś magiczną historyjką.
Polecam z czystym sumieniem każdemu, kto jest chętny na chwilę oddechu przy miłym czytadełku.
Książkę dostałam od serwisu www.nakanapie.pl jako egzemplarz recenzyjny, za co bardzo dziękuję. Dzięki temu tuż przed samymi Świętami przypomniałam sobie, że warto rozejrzeć się dookoła siebie i dostrzec tych, którzy pozornie nie zasługują na naszą uwagę.


 
1 , 2 , 3