RSS
poniedziałek, 29 listopada 2010
Ocalić od zapomnienia ....

Za oknami przepiękne widoki niczym z ruskiej bajki. Wystarczy kubek gorącej kawy i ciepłe skarpety a świat wydaje się jeszcze piękniejszy a z pewnością cieplejszy. Zdecydowanie należę do typów ciepłolubnych. No ale ja nie o tym ....

ja o Zafonie dziś chciałam a tak na prawdę o przecudnej książce pt "Cień Wiatru". Recenzji nie napiszę, bo chyba się nie da, a poza tym nie chcę. Wolałabym takie luźne myśli rzucone gdzieś tam na klawiaturę ;) Jestem, że tak powiem świeżo po, więc w głowie biegają tysiące myśli i wcale nie zamierzają się poukładać w całość. Nie dają mi spokoju a emocje są w podobnym stanie. Ja nie wiem czy to normalne, że przyzwoita (mam nadzieję) 30sto latka, z dzieckiem, mężem i psem może aż tak zachwycać się książkami? Zarwane noce, naczynia w zlewie czekają na zmiłowanie, kwiatki wołają o wodę, pies ze smyczą w zębach czeka na litość właścicielki. Czy Wy tez tak macie? czy ja całkowicie zbzikowałam?

Odkąd odłożyłam "Cień Wiatru" nie daje mi spokoju jedna zasadnicza myśl i wiem, że nikt nie zrozumie mnie bardziej niż inne osoby czytające (bo wśród znajomych nie czytających jestem postrzegana jako swoiste dziwadło) otóż, czy znaleźliście w swoim życiu książkę, którą warto ocalić od zapomnienia? Ja wiem, cała masa księgarń, portali dba o to w naszym i nie tylko imieniu, ale chodzi o książkę taką, która nigdy nie była popularna. O której nie było głośno? Mnie żadna nie przychodzi do głowy i strasznie się z tego powodu męczę.


Bardzo pasuje mi do tematu. Czy jeszcze w ogóle Ktoś tego słucha? 

http://www.youtube.com/watch?v=de0H_WqxZIQ



13:57, tajemnica33
Link Komentarze (2) »
List

Stowarzyszenie

Juliet Ashton                                                                                        21 listopada 2010
Domek przy Wielkim Domu
St. Martin's Guernsey

Szanowna Pani!
Na wstępie chciałabym wspomnieć, iż nie pisałam listu odręcznie dobrych 15 lat. Teraz żyjemy w czasach, w których długopisy zamieniliśmy na diabelskie maszyny, na których wystukujemy literki i one pojawiają się już za chwilkę u odbiorcy. Chciałabym z całych sił jednak napisać do Pani w tradycyjny sposób, co też czynię z wielka przyjemnością.
Droga Juliet, nie wiem czy znajdę słowa, które mogłyby wyrazić moją wdzięczność i wielkie podziękowanie dla Pani za chwile spędzone ze Stowarzyszeniem Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek. Każde słowo, które wymieniliście ze sobą głęboko przeżywałam, cieszyłam się razem z Wami i płakałam, wściekałam się a nawet chciałam biec z pomocą. Powiem Pani w zaufaniu, że ja też bym odrzuciła te zaręczyny, chciałam wtedy Panią uściskać z radości, bo byłam pełna obaw o Panią.
Jestem pełna podziwu dla Stowarzyszenia za odwagę, wytrwałość i pomysłowość, a także za tolerancję i ogromne zaufanie. My w dzisiejszych czasach cierpimy na brak tych wszystkich cech, ludzie nie szanują książek, nie kupują ich pomimo tego, że można je nabyć wszędzie, chyba szkoda im pieniędzy. Dzięki Pani jestem jednak prawie pewna, że nigdy nie zaniknie rodzaj ludzki kochający książki, nie ma takiej siły, która mogłaby zniszczyć to wspaniałe uczucie bo przecież "Czyta się po to, by nie zwariować".
Jestem Pani ogromne wdzięczna, że zechciała się Pani podzielić z innymi tymi wszystkimi wspaniałymi historiami niesamowitych ludzi. Pokazała Pani wojnę z tej drugiej strony, ja nie wiem czy lepszej czy gorszej, ale wiem na pewno, że wzruszającej do bólu a nawet wstrząsającej.
Droga Pani Juliet bardzo proszę w moim imieniu pozdrowić wszystkich członków Stowarzyszenia, a szczególnie Dawseya (Pani wie dlaczego akurat Jego). Wielkie buziaki dla małej gwiazdeczki Kit. Mam nadzieję, że Spohie urodziła zdrową i śliczną dziewczynkę. Raz jeszcze dziękuję.

Szczerze oddana
Wierna Czytelniczka.

P.S.
Od dziś moim marzeniem jest podróż statkiem na Gurnsey.


Nie mogłam inaczej ... najpierw napisałam odręcznie, a teraz po prostu przepisałam.
11:33, tajemnica33
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 15 listopada 2010
Szepty wspomnień
Czasami człowiek zachowuję się dziwnie, a szczególne prawo do „dziwnego zachowania” jakby z urzędu mają kobiety. Patrząc bardzo stereotypowo niestety nikt mi nie zaprzeczy. Jestem 30stką, chociaż nigdy w życiu nie sądziłam, że będę aż tak stara :) Mam szczególną zdolność pakowania się w różne tarapaty, zarówno ja jak i moje koleżanki rówieśniczki.
Po co ja to mówię? Przed chwilą zamknęłam książkę Marii Venturi pt. „Szept wspomnień” i te wszystkie powyższe myśli to właśnie dlatego. Bohaterką książki jest kobieta po 30stce Linda, z całym bagażem doświadczeń i z dodatkowym plecakiem goryczy po dwóch nieudanych małżeństwach. Na dodatek w reklamówce niesie problemy z dorastającą córkę a w drugiej ręce targa niepewność z powodu jeszcze nie do końca zaadoptowanego syna. Typowa „matka polka”, na pierwszym miejscu dzieci a w tle cała masa problemów dobijających. Nic nadzwyczajnego, zwykła historyjka jakich pełno, wplata się tam też w międzyczasie przyjaciółka psycholożka, która co prawda służy dobrymi rodami, ale kto w wieku 30stu lat słucha rad? (to taki drugi bunt nastolatki, wiem coś o tym). Gdyby jednak ktoś śmiał stwierdzić, że problemów jest za mało lub są, że tak powiem „z cienkiej rury” to Linda niechcący (naprawdę!) poznaje młodszego od siebie o 8 lat! Matteo. W tym momencie zaczyna się walka rozumu z sercem, a wcześniejsze problemy wcale nie stają się lżejsze i wbrew pozorom wcale się nie ulotniły. Kto wygrał, jak myślicie? Serce czy rozum? A może podpisali ugodę?
Teoretycznie banalna książeczka o wszystkim i niczym, ale mnie się podobała, może dlatego, że jestem 30stką i wiem jak to jest .... i wiem, że czasami ma się serdecznie dość, na szczęście moje problemy są (chyba!) mniejszego kalibru, ale miło było pomarzyć o młodszym o te 8 lat Facecie, pomimo tego, że zdecydowanie wolę starszych.
Polecam, a co! Tak do kubka kawy i do lampki czerwonego wina, dla podkreślenia smaku i nie tylko dla 30stek.

Szepty

 

 

Złota myśl z "Szeptów wspomnień":
"Uczucie, które zostaje po miłości, jest bardzo kruche, wystarczy nowa miłość, żeby je odegnać".

13:39, tajemnica33
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 listopada 2010
"Chłopiec z latawcem"

 

 

Chłopiec

 

 

Niektóre książki powinny zawierać tabliczkę ostrzegawczą z napisem np. „uwaga grozi płaczem” lub „ ludzie o niskiej odporności psychicznej kupują książkę na własną odpowiedzialność”.  Jedno z takich ostrzeżeń powinien zawierać „Chłopiec z latawcem”.

Czytałam bardzo wiele opinii na temat tej książki i w sumie troszkę się bałam sięgnąć po nią. Mam zawsze dziwny strach przed tym co ogólnie uznawane jest za dobre bądź bardzo dobre. Nadszedł moment, kiedy wzięłam do rąk „Chłopca”, zaparzyłam kubek gorącej kawy i od tej chwili świat przestał istnieć.

Głównym wątkiem jest historia przyjaźni chłopca z bogatego domu o imieniu Amir z Hamirem, synem służącego rodziny. Można by rzec nic nadzwyczajnego. Dwóch chłopców prawie równolatków, obydwaj wychowani bez matek, bawiących się ze sobą, biegających i szukających „wrażeń”. Nic bardziej mylnego, bowiem na pierwszy plan od razu wysuwa się oddanie Hamira, Jego miłość do swego przyjaciela a jednocześnie pana i chyba najgorsze jest to, że wcale z tego tytułu nie cierpiał, był pogodzony ze swoim losem. Amir natomiast próbował siłę tej przyjaźni, wystawiał ją na różne próby ale co najważniejsze nigdy się nie zawiódł.

Amir przez całe swe pozornie sielankowe dzieciństwo próbował sobie zdobyć miłość swojego ojca, który był osobistością Afganistanu. Z całych sił pragnie aby ojciec był z Niego dumny, aby zobaczyć uśmiech ojca i poczuć się bezpiecznie w jego ramionach. Udaje mu się osiągnąć swój cel, ale jaką cenę będzie musiał za to zapłacić, tego nie wziął pod uwagę a nawet nie śnił w najgorszych koszmarach o czymś takim.

K. Hosseini poprzez historię dorastających chłopców pokazuje czytelnikowi jakby w tle obrazek wojny, jej skutków dla ludzi, miasta, przyrody. Pokazuje do czego człowiek jest zdolny w chwili, kiedy niebezpieczeństwo niemal puka już do drzwi.

Wydawało mi się, że już wielokrotnie czytałam bardzo wzruszające książki, przy których płakałam i piekły mnie oczy ale to jest dobre stwierdzenie wydawało mi się. „Chłopiec z latawcem” jest cudowną, przepiękną książką, którą czyta się jednym tchem bez wytchnienia, ma się wrażenie, że jeśli się na chwilkę przestanie to tam w Afganistanie na pewno wydarzy się coś strasznego. Niejednokrotnie potrzebowałam chusteczki aby obetrzeć łzy, ale pierwszy raz w życiu zamykałam usta dłonią, żeby nie zacząć krzyczeć z przerażenia i ze strachu.

Przy okazji chciałabym również zwrócić uwagę na wydawnictwo Albatros, które w cudny sposób nadało kształt i smak tej przepięknej historii. Okładka niby bardzo skromna ale te wypukłe literki i obrazek chłopca sprawiają, że całość nabiera specyficznego klimatu i czyta się z jeszcze większa przyjemnością.

Polecam każdemu, kobiecie i mężczyźnie, starszym i młodszym tą książkę powinno się przeczytać pomimo tego, że z pewnością już nigdy o niej nie zapomnimy.

 

Recenzja została wyróżniona przez portal Lubimy Czytać

11:01, tajemnica33
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5